Trylogia więzienna czyli dokument zaangażowany

Bad Boy, cela dla niebezpiecznych, reż. Janusz Mrozowski, Francja/Polska 2012

Dwie kobiety z ubytkami w uzębieniu i papierosami w dłoniach siedzą na więziennych pryczach i wyobrażają sobie jak w pięknych sukniach kroczą po czerwonym dywanie odebrać Oscary. Niby zwyczajne marzenia, ale przecież zupełnie nierealne. Ten niepokojący kontrast sprowokował mnie do zastanowienia się, o czym mogą marzyć więźniarki. Tym wyobrażeniem gali oscarowej zaczyna się Bad Girls, cela 77 – jedna z części Trylogii więziennej Janusza Mrozowskiego, która właśnie kończy swoje tournée po Polsce. Na ten dokumentalny tryptyk składają się opowieści o codziennym życiu więźniów polskich zakładach karnych. Choć filmy Mrozowskiego są niezwykle intensywne i pozostawiają mocne wrażenie u widzów, to zawiodą poszukiwaczy wszelkich sensacji. Mrozowski nie tropi nadużyć systemu więziennictwa, choć przy okazji obserwacji osadzonych jego wady same wciskają się w kadr. Skupia się natomiast na swoich bohaterach – zwykłych ludziach, którzy kiedyś wyjdą na drugą stronę muru i będą chcieli żyć wśród nas. Zrealizowane w warunkach ekstremalnego ograniczenia przestrzeni i czasu, w obliczu emocjonalnego napięcia i przytłaczającej wręcz klaustrofobii, filmy te są świetnym przykładem dokumentalizmu zaangażowanego, dalekiego od biernej obserwacji. Delikatność tematu i niebezpieczeństwo popadnięcia w stereotypy sprawiły, że przekaz musiał być budowany w bardzo precyzyjny sposób.

Pokazy Trylogii więziennej były czymś więcej niż tylko promocją artystycznego projektu, ponieważ Mrozowski swoje filmy traktuje niemal jak misję. Projekcjom towarzyszyły spotkania i dyskusje pod hasłem Więzienie to sanatorium? Przekonaj się sam!, których celem było odczarowanie mitu więzienia jako przyjemnego miejsca, zerwanie z wyobrażeniem o osadzonym jako opływającym w wygody darmozjadzie. Akcja była też podziękowaniem reżysera dla polskiej służby więziennej, która okazała się bardzo wyrozumiała i pomocna w realizacji jego filmów. Mrozowski cały czas podkreśla, że nikt dotychczas nie ingerował w jego pracę, nie było prób cenzurowania zarejestrowanego przez niego materiału, a funkcjonariusze byli zawsze bardzo pomocni.

Mieszkający od 40 lat we Francji reżyser sam o sobie mówi, że jest wielokrotnym recydywistą, bo od ponad dziesięciu nieustannie powraca do polskich więzień filmować życie osadzonych. Swój pierwszy projekt w zakładzie karnym próbował realizować we Francji na przełomie wieków, ale przyjemne kontakty z tamtejszą służbą więzienną skończyły się wraz ze zmianą nastrojów politycznych. Kiedy do władzę przejęła prawica, odmówiono mu prawa do filmowania w więzieniu. Wtedy przypomniał sobie o spotkaniu z delegacją polskiej służby więziennej na konferencji poświęconej prawom człowieka w więzieniach, w której brał udział kilka lat wcześniej w Anges. Po jednym telefonie okazało się, że w Polsce nie tylko nie ma problemu z wejściem z kamerą na teren zakładu karnego, ale również, że filmy takie są już robione, nawet przez samych osadzonych.

Pierwszy film trylogii, Bad Boys, cela 425, powstał w bardzo krótkim czasie. Mrozowski spędził 10 dni – od porannego apelu do wieczornego – w przepełnionej celi, gdzie na 15 metrach kwadratowych mieszkało 7 więźniów. Reżyser w bezceremonialny sposób pokazał warunki, w jakich przyszło osadzonym odbywać wieloletnie wyroki. W obliczu braku intymności, nieustannego jazgotu i ciasnoty można po prostu zwariować. Paradoksalnie w tym tłumie więźniowie są bardzo samotni i zostawieni samym sobie – trudno w takich warunkach o kontakt z oddziałowym czy właściwą opiekę wychowawcy. W tym klaustrofobicznym obrazie kilkakrotnie dają się odczuć napięcie i wiszące w powietrzu konflikty, które bohaterowie starają się w wypracowany przez siebie sposób łagodzić. Co ciekawe, Mrozowski dowiedział się od swoich bohaterów, że awantury odbywały się nocami, po opuszczeniu przez niego celi. Tym bardziej zastanawiające jest to, na ile bohaterowie byli szczerzy . Reżyser przyznaje, że dla niego samego obecność w tej celi była bardzo intensywnym doświadczeniem, porównywalnym nawet do pierwszej miłości czy śmierci rodziców i nie pozostała bez wpływu na jego życie.

Jeszcze bardziej klaustrofobiczna jest druga część trylogii, zrealizowana w zakładzie karnym dla kobiet Bad Girls, cela 77. Wyraźnie widać tu swego rodzaju wspólnotę, jaką stworzyły bohaterki. Nie ma to nic wspólnego z romantycznymi ideami współpracy – nikt tu dla nikogo się nie poświęca, a jednak dziewczyny walczą o wspólne dobro. W odróżnieniu od bohaterów Bad Boys, którzy byli w większości recydywistami, w wielu wypadkach odsiadującymi długie wyroki, bohaterki Bad Girls były pozbawione wolności na krótko. Podczas gdy ci pierwsi przystosowywali się do okoliczności i po prostu trwali w izolacji i apatii, kobiety nie godziły się na sytuację, w jakiej się znalazły. Narzekały na zamknięcie, wyczekiwały przepustek, telefonów do narzeczonych i końca odsiadki. W sytuacji nieustannego napięcia drobnostki generowały tu poważne konflikty, a emocje stawały się niemal namacalne. Najważniejsze dla bohaterek były nadal podstawowe sprawy, takie jak potrzeba miłości i akceptacji, marzenia o dostatnim, spokojnym życiu, no i te Oscary, na które apetyt rozbudziło pojawienie się w celi Mrozowskiego z kamerą.

Najmocniejszy moim zdaniem jest ostatni film – Bad Boy, cela dla niebezpiecznych. Obraz pokazuje życie codzienne w tzw. N-ce – więzieniu w więzieniu, gdzie izoluje się niebezpiecznych. Długość pobytu nie jest samym zainteresowanym znana, są oni za to poddani nieustannej obserwacji kamer i pozbawieni jakiegokolwiek kontaktu z ludźmi. Bohater Mrozowskiego, 28-letni Damian – kibol i włamywacz napadający na banki – spędził na N-ce ponad dwa lata. Ten film jest duszny i klaustrofobiczny – kamera pokazuje zazwyczaj ciasną celę z dodatkowymi kratami wewnątrz albo spacerniak o wymiarach metra na dwa. Szare ściany, beton, kraty i kamery. Widok z okna na kolejny mur i kolejne kraty. W kadrze nieustannie miotający się z samym sobą chłopak, gadający jak nakręcony, bo spragniony rozmowy i kontaktu z drugim człowiekiem. Mrozowski wspomina zresztą, że to był nieustanny dialog – Damiana równie interesowało życie reżysera, co odwrotnie. Zadawał mu niezliczoną ilość pytań, jakby sam przeprowadzał z nim wywiad. Chłopak wykorzystał też obecność reżysera oraz jego serdeczny stosunek, jako możliwość swoistej przyśpieszonej psychoanalizy, szansę na zastanowienie się nad sobą i swoimi wyborami życiowymi. Film został zmontowany chronologicznie, przez co widz ma szansę śledzić zmiany, jakie zachodzą w bohaterze w ciągu tych zaledwie dwóch tygodni.

Bad Boy, cela dla niebezpiecznych, reż. Janusz Mrozowski, Francja/Polska 2012

Bad Boy, cela dla niebezpiecznych, reż. Janusz Mrozowski, Francja/Polska 2012

Wyjątkowe w tych filmach jest to, że Mrozowski nie szuka źródła sensacji ani w przestępczej przeszłości swoich bohaterów, ani w jakichkolwiek nadużyciach ze strony służby więziennej. Nie zadaje pytań o wyroki i przewinienia, szuka natomiast porozumienia z więźniami. Mówi o nich jako o „naszych braciach i siostrach, którym powinęła się noga”. Dlatego nie ocenia swoich bohaterów – obserwuje ich, rozmawia z nimi, ale też nie udaje, że kamera jest przezroczysta. W takich warunkach przestrzennych trudno byłoby to osiągnąć. Zresztą nie o bierną obserwację reżyserowi chodzi. Mrozowski podkreśla, że – jak każdy filmowiec – chce swoimi filmami zmieniać rzeczywistość. Jego pojawienie się w celi, dobre nastawienie i brak oceny wywierają ogromny wpływ na życie więźniów, prowokują ich do zastanowienia nad sobą, a nawet wyznania skrywanych i uciążliwych sekretów. Delikatność w traktowaniu tematu polega właśnie na tym, że rejestracja tych wyznań nie jest równoznaczna z upublicznieniem ich w filmie. Ważni są tu ludzie, nie przestępstwa.

Jak podkreśla Mrozowski, celem jego Trylogii więziennej jest wywieranie wpływu przede wszystkim na rzeczywistość poza murami zakładów karnych, „resocjalizacja społeczeństwa”, jak sam to nazywa. Chodzi mu o odczarowanie postaci skazanego – człowieka, który kiedyś opuści celę i będzie próbował żyć wśród nas. W rozmowie opowiedział mi o swoim najnowszym projekcie, który śmiało można już nazwać społecznym eksperymentem. Prison Match ma być meczem piłkarskim pomiędzy pomiędzy więzieniem w Ustce a więzieniem Rebibbia w Rzymie. Drużyny będą się składały z osadzonych i strażników, którzy na boisku będą musieli nauczyć się ze sobą współpracować. Reżyser chce w ten sposób połączyć osoby, które dotychczas wszystko dzieliło. Zapytany o kwestię ingerencji w rzeczywistość, odpowiada, że o ile prowokuje pewne zdarzenie na rzecz filmu, to sam nie wie, dokąd doprowadzi ten eksperyment. Nie ma zamiaru ingerować w przygotowania ani tym bardziej w relacje między członkami drużyny. Podkreśla też, że sami bohaterowie nie podejrzewają, jak to się może dla nich skończyć i to jest właśnie najciekawsze.

Trylogia więzienna Janusza Mrozowskiego:
Bad Boy, cela dla niebezpiecznych, Francja/Polska 2012
Bad Girls, cela 77, Polska/Francja 2010
Bad Boys, cela 425, Francja/Polska 2009


Fotografia u góry: kadr z filmu Bad Boy, cela dla niebezpiecznych, Francja/Polska 2012

Print Friendly