Pamięć absolutna czyli Ars Eletronica 2013

United Colors of Dissent _Orkan Telhan (TR) & Mahir M. Yavuz (TR)_foto Tom Mesic

Ars Electronica – festiwal poświęcony sztuce, technologii i problematyce społecznej, wydaje się coraz częściej sięgać do tematyki dokumentalnej. W ramach zeszłorocznej edycji w kategorii „Digital Communities” wyróżniony został nawet dokument interaktywny 18 Days in Egipt Jasmin Elayat i Jigara Mehty. Trudno się dziwić, że gatunek jest obecny w Linzu, skoro – jak wskazuje na to projekt Elayat i Mehty – innowacyjne technologie i rozwiązania, na których poszukiwanie i twórcze wykorzystanie nastawiony jest festiwal, coraz chętniej i szerzej stosowane są w dokumencie. Równocześnie wiele problemów i zagadnień poruszanych przez festiwal odnosi się do problematyki gatunku, o czym najlepiej świadczy tytuł tegorocznej edycji: Total Recall – The Evolution of Memory (Pamięć absolutna –ewolucja pamięci). Impreza koncentrowała się zatem wokół zagadnień związanych z ludzką zdolnością pamiętania i zapominania jak również z palącą kwestią zapisywania, magazynowania i odczytywania danych, wspomnień, doświadczeń, których nasza cywilizacja gromadzi przytłaczające wręcz ilości. Wielu artystów potraktowało pamięć jako kolekcję: Benjamin Pollach zaprezentował zbiór odręcznie rysowanych map świata (The World Map Archive); Table of Gazes Mariano Sardóna i Mariano Sigmana to kolekcja portretów i trajektorii wzroku, a instalacja Stranger Visions Heather Dewey-Hagborg jest serią portretów ludzi, których wygląd został odtworzony na podstawie analizy znalezionego w miejscu publicznym DNA.1 Wyróżniony w kategorii Digital Music & Sound Art Yuri Suzuki zaproponował dokument dźwiękowy w postaci kulistej płyty winylowej, przypominającej globus i zawierającej dźwięki zebrane przez niego z całego świata.

The Sound of the Earth  Yuri Suzuki (JP)_foto Tom Mesic_Ars Electronica 2013

The Sound of the Earth, Yuri Suzuki (JP), foto Tom Mesic, źródło: Ars Electronica 2013

Dokumentalizm – filmowy, fotograficzny, czy wykorzystujący inne medium – to pewna forma pamięci: zbieranie materiałów, kolekcjonowanie unikalnych momentów, wrażeń i sytuacji teraźniejszych, poznawanie i zapisywanie wspomnień z przeszłości. Materiały dokumentalne – również i te, które nie weszły do filmów, skazane na trwanie na magazynowych półkach – posiadają ogromną wartość historyczną, o czym przekonujemy się, patrząc na stare filmy dokumentalne. Wiele z nich jest zapisem chwili, reakcją na bieżące wydarzenia; po jakimś czasie stają się historycznym świadectwem. Mark Cousins i Kevin McDonald w Imagining Reality piszą o tym, że wczesne pre-dokumnety braci Lumière i im współczesnych są jak podróż w czasie.2 Pozwalają widzowi zobaczyć świat 100 lat temu: jak ludzie ubierali się i spędzali czas, jak wyglądały ulice i zabudowania. To, co jest unikalne w przypadku dokumentu, to właśnie ta spontaniczność życia sprzed wieku – autentyczność, która została zarejestrowana i zatrzymana na taśmie. Współczesne materiały dokumentalne posiadają podobną potencjalną wartość – realnie nabiorą jej w miarę upływu czasu przy założeniu, że w przyszłości ludzkość będzie miała możliwość ich odczytania. Z takim problemem zmierzył się Patrick Faester, historyk mediów dźwiękowych w prezentowanej na festiwalu pracy The Oldest Recorded Sounds. Faester odtworzył w niej nagrania z najstarszych płyt gramofonowych, które nie przetrwały do dzisiejszych czasów – dźwięk na nich zapisany znany był dotychczas tylko jako obraz na papierze. Dzięki The Oldest Recorded Sounds możemy teraz posłuchać Emile Berlinera, wynalazcy gramofonu, recytującego Rękawiczkę Schillera. W relacji do tej problematyki warto przypomnieć też wykład dotyczący prac nad zapisywaniem danych w DNA. Na razie udało się zakodować w ten sposób a następnie odczytać plik mp3 o długości 12 sekund. Jest tylko kwestią czasu, kiedy taki sposób zapisu znajdzie zastosowanie w codziennym użytkowaniu.3

World Map Archive_Benjamin Pollach (DE)_foto Tom Mesic

World Map Archive, Benjamin Pollach (DE), foto: Tom Mesic, źródło: Ars Electronica 2013.

Table of Gazes  Mariano Sardón, Mariano Sigman (AR)_foto Mariano Sardón, Mariano Sigman

Table of Gazes, Mariano Sardón, Mariano Sigman (AR), foto: Mariano Sardón, Mariano Sigman, źródło: Ars Electronica 2013

Problem przekazywania informacji, które przetrwają próbę czasu i będą zrozumiałe dla tych, którzy je napotkają, porusza prezentowany na festiwalowej wystawie film dokumentalny Michaela Madsena Jądro ciemności (2010). Punktem wyjścia jest tu budowa podziemnego składu odpadów atomowych, mającego– jeśli ma spełnić swoje zadanie –przetrwać 100 000 lat. Film stawia szereg istotnych pytań o to, co współczesna cywilizacja zostawia po sobie. Jedną z najważniejszych kwestii jest przesłanie dla przyszłych ludzi –treść, forma i sposób zapisu filmu powinny zapewnić możliwość odczytu informacji tym, którzy będą patrzeć na nas z tym samym dystansem, z jakim my postrzegamy neandertalczyków. Przesłanie dla potomności pojawia się również w pracy Toki Ori Ori Nasu – Falling Recods. Ei Ewada zaproponował dokumentalną rejestrację dźwiękową współczesności na tradycyjnych taśmach magnetycznych, które, zapisywane w nieskończoność, warstwa po warstwie, zostaną kiedyś odnalezione i odczytane jako świadectwo historii.

The Toki Ori Ori Nasu_Ei Wada (JP)_foto Tom Mesic_Ars Elctronica 2013

The Toki Ori Ori Nasu, Ei Wada (JP), foto: Tom Mesic, źródło: Ars Elctronica 2013

Przy okazji tematu pamięci trudno nie poruszyć problemu nadmiaru danych, jakie produkujemy i zapisujemy, codziennie fotografując, filmując i rejestrując. Brian House w swoim projekcie Quotidian Record proponuje alternatywną metodę archiwizacji naszej osobistej, codziennej dokumentalistyki poprzez mapowanie danych i przeformułowanie ich na dźwięk, zapisany na czymś, co przypomina płytę winylową. Oprócz zachwytów nad pamięcią i gromadzeniem danych na festiwalowej konferencji pojawił się głos rozsądku w postaci wykładu literaturoznawczyni Aleidy Assman z Uniwersytetu w Konstancji. Badaczka pamiętanie określiła mianem negatywu zapominania, zaprzeczenia tej bardziej naturalnej zdolności ludzkiego umysłu, jaką jest zapominanie. Ta ostatnia umiejętność to forma selekcji, obrony i terapii. W swojej klasyfikacji zapominania Assman zwróciła też uwagę na jego negatywne formy – destruktywne i represyjne sposoby niszczenia tożsamości i usuwania osób i faktów z kart historii. Nasze obsesyjne gromadzenie danych, codzienna rejestracja przeżyć zwalniałaby zatem umysł ludzki z uciążliwego obowiązku przechowywania nadmiaru wspomnień i informacji.

Quotidian Record_ Brian House (US)_foto Tom Mesic_Ars Electronica 2013

Quotidian Record, Brian House (US), foto: Tom Mesic, źródło: Ars Electronica 2013

Interesujące, że tego roku festiwal zrezygnował z tradycyjnej dokumentacji wydarzeń, kojarzonej zazwyczaj mdłą, mało atrakcyjną, bezstronną rejestracją. Zamiast tego organizatorzy zaproponowali, by grupa złożona z uczestników warsztatów dla młodzieży i widzów zarejestrowała swoje indywidualne, subiektywne wrażenia z imprezy. Projekt Beehive polegał na tym, że owej grupie udostępniano kamery sportowe (tzw. action camera, zwane też kamerami POV, używa się ich do nagrywania wyczynów sportowych z punktu widzenia sportowca – to te małe kamery przyczepiane do kasków i nart) z poleceniem zarejestrowania tego, co im się podoba, a w żadnym wypadku nie tego, co kuratorzy i artyści uznaliby za warte uwiecznienia. Czas rejestracji ograniczony został wytrzymałością baterii, a efekty wyświetlano potem na wielkim, przypominającym mozaikę ekranie na głównym placu Linzu. Miejmy nadzieję, że te nagrania nie podzielą losu tradycyjnej dokumentacji, magazynowanej na skrupulatnie opisanych półkach, do których docierają już tylko specjaliści i historycy.

Wir Sind hier Florian Voggeneder_Ars Electronica 2013

Wir Sind hier, foto: Florian Voggeneder, źródło: Ars Electronica 2013

Na koniec warto wspomnieć też o otwierającym festiwal projekcie, który – podobnie jak opisany przeze mnie niedawno Bear 71 – mierzy się z problemem permanentnej inwigilacji w dobie cyfrowej. Wir sind hier (niem. Jesteśmy tu) to interdyscyplinarny, cross-mediowy projekt o charakterze partycypacyjnym. Rozpoczął się jeszcze w czerwcu debatami i dyskusjami na temat problemów takich jak obserwacja przez kamery przemysłowe, czy dane o klientach i użytkownikach gromadzone przez firmy w internecie. Ta wiedza o nas i jej wykorzystanie coraz bardziej przypominają praktyki Wielkiego Brata, a nie kulturową i obywatelską wolność. Twórcy projektu nie chcą jednak pogłębiać atmosfery strachu, ale stworzyć namacalne doświadczenie i przez to skierować uwagę odbiorców na te problemy. W czasie prologu wydarzenia na ścianie budynku dawnych zakładów tytoniowych transmitowany był na żywo obraz z ukrytych kamer, śledzących widzów zebranych na dziedzińcu. Ich twarze były wyłapywane przez odpowiednie oprogramowanie i archiwizowane do dalszego wykorzystania w projekcie. Na całość Wir sind hier złożyły się elementy stworzone dzięki narzędziom i możliwościom sieci oraz w oparciu o strategię pozyskiwania treści przez crowdsourcing: Protest Choir składa się z nagrań wideo uczestników recytujących 5 wersów wiersza Przeciw zwodzeniu Brechta; Sounds of Destruction to soundtrack całego spektaklu, skomponowany z dźwięków nadesłanych przez uczestników; Occupy History składa się z 6-sekundowych klipów wideo nagranych za pomocą aplikacji Vine (konkurencja instagrama) – ich temat to remiks historii; w końcu Collective Sculpture – rzeźba ze starych urządzeń analogowych i cyfrowych.4 Projekt Wir Sind Hier ma uchwycić „tu i teraz”, przetworzyć i w twórczy sposób wykorzystać jako pomoc w budowaniu wolnej od kontroli i obserwacji przyszłości.

Jeden z przyjemniejszych akcentów tegorocznej Ars Electroniki:


Fotografia u góry: United Colors of Dissent,Orkan Telhan (TR) & Mahir M. Yavuz (TR), foto: Tom Mesic, źródło: Ars Electronica 2013.

1 Szerzej piszę o tych pracach w mojej relacji z Ars Electroniki wObiegu”.
2 M. Cousins, K. McDonald, Imagining Reality: The Faber Book of Documentary, Londyn-Boston 1998, s. 20.
3 Ponownie odsyłam do mojej relacji w Obiegu.
4 O projekcie Wir sind hier więcej poczytacie tu.
Print Friendly