Na obrzeżach: dokument interaktywny i przyszłość dziennikarstwa

Dlaczego w kontekście dokumentu mówić o dziennikarstwie? Film dokumentalny zawsze balansował na jego granicy, przez co często mylnie kojarzony jest z publicystyką czy reportażem, a dziś – w przypadku dokumentu telewizyjnego –może być z nimi mylony jeszcze częściej. Warto pamiętać, że wiele odmian dokumentalnych ma bezpośredni związek z formami dziennikarskimi. Dobrym przykładem jest kino bezpośrednie, które zrodziło się z potrzeby odnowienia dziennikarstwa telewizyjnego – takie przynajmniej było założenie Roberta Drew, inicjatora nurtu. Tymczasem, w dobie internetu, nakłady gazet papierowych spadają w lawinowym tempie, wydawnictwa ratują się jak mogą, szukając nowych rozwiązań, a każde szanujące się radio udostępnia w sieci streaming video ze swojego studia. Jednak proste przenoszenie gazety na ekran czy posługiwanie się umieszczonym w tekście nagraniem wideo do przekazania informacji okazało się rozwiązaniem krótkotrwałym. Zabiegi te szybko straciły na atrakcyjności dla kapryśnego odbiorcy, pragnącego wykorzystać w pełni swój komputer czy tablet. Do tego te ostatnie narzędzia znacznie skomplikowały budowanie i odbiór opowieści, dając szansę na zupełnie inne, bardziej intymne obcowanie z historią. Internet umożliwił też komunikowanie się z odbiorcami, tworzenie wspólnot i grup zainteresowań (komentarze pod tekstem – jak widać to po polskich portalach informacyjnych – szybko spadły do roli przestrzeni zarezerwowanej dla obrzucania się mięsem). A brak papieru czy ramówki antenowej przyczynił się do zniesienia limitów objętościowych – te ostatnie są wyznaczane już chyba tylko przez wysokość honorariów.

W związku z kryzysem na rynku prasowym wiele wydawnictw, magazynów i gazet rozpoczęło poszukiwania nowych form przekazywania informacji – bardziej pasujących do współczesnych nośników, jak również bardziej atrakcyjnych dla czytelników. W czasach dominacji obrazu, wiele tytułów poszukuje ratunku w rozmaitych formach nagrań i wideo. CNN rozpoczął ekspansję w stronę dokumentalizmu, inicjując działalność w zakresie produkcji i zakupu licencji filmów dokumentalnych. W tym roku również Al-Jazeera ogłosiła rozszerzenie swojej działalności o dokument. Liderem w tej dziedzinie jest „New York Times”, który, tworząc dział Op-Docs, dał początek nowej formie przekazu. Owe Op-Docs (od opinion docs, czyli dokumentów opinii) to krótkie formy filmowe o charakterze publicystycznym, realizowane przez dziennikarzy, filmowców i artystów, którzy wyrażają w nich swoje opinie o otaczającym świecie i bieżących wydarzeniach. Tworzą one swego rodzaju małą narrację, skupioną na tym, co lokalne i jednostkowe, pozostającą w pewnej opozycji do głównego przekazu informacji w mediach.

Snow Fall, screenshot, copyright: NYTimes

Snow Fall, screenshot, copyright: „NYTimes”

Najwięcej jednak „NYTimes” namieszał epickim reportażem internetowym pod tytułem Snow Fall. Ta bogato ilustrowana fotografiami, filmami, nagraniami dźwiękowymi, mapami, elementami animacji opowieść o tragicznej lawinie śnieżnej w górskiej miejscowości wykorzystuje możliwości sieci: crossmediowość, brak ograniczeń w ilości treści, interaktywność, nielinearność i wielowątkowość. Wszystko po to, by odbiorca całkowicie zanurzył się w opowieść, poczuł atmosferę przedstawianych wydarzeń, przeżył tragedie bohaterów i docenił ich heroizm.

Projekt spotkał się z tak entuzjastycznym przyjęciem, że został nawet ukuty nowy termin w dziennikarstwie: snowfalling (tak też podobno nazywają się nowe, interaktywne działy i specjaliści od nowych form przekazu). W ślad „NYTimesa” wkrótce ruszyły i inne tytuły, proponując własne reportaże, jeszcze bardziej rozbudowane, dryfujące coraz bardziej w stronę dokumentów interaktywnych. Jeszcze dalej w kreowaniu immersyjnej relacji poszedł „Huffington Post” w swoim projekcie Hollow poświęconym wyludniającemu się hrabstwu w Zachodniej Virginii w Stanach Zjednoczonych. Hollow to już nie bogato ilustrowany tekst, a interaktywna opowieść obrazkowo-dźwiękowa, bogata w dane na temat liczby ludności i informacje historyczne. Autorka Elain Macmillion sporo uwagi poświęca lokalnej społeczności i działaniom tamtejszych aktywistów. W tym kontekście Hollow w dużym stopniu przypomina One Millionth Tower – część z kanadyjskiego cyklu Highrise – który od dokumentalizmu dryfuje w stronę zaangażowania w działania społeczne i ingerencji w rzeczywistość zastaną. Australijski „The Guardian” z kolei zrealizował Firestorm – rozbudowaną relację z wielkiego pożaru w Tasmanii. Punktem wyjścia opowieści było dramatyczne zdjęcie dotkniętej tragedią żywiołu rodziny, które obiegło media na całym świecie.

Firestorm, screenshot, copyright: The Guardian

Firestorm, screenshot, copyright: „The Guardian”

Entuzjaści pieją z zachwytu nad nową, epicką formą reportażu, podkreślają jej immersyjny charakter, nieograniczone możliwości i zachwycającą estetykę dotychczas zrealizowanych projektów. Wpatrzeni w ekrany tabletów (bo to na tabletach najlepiej czyta się te historie i z myślą o takich nośnikach one powstają), powołują się na przykład Snow Fall, chcą widzieć w tego typu produkcjach przyszłość dziennikarstwa. Sceptycy tymczasem twierdzą, że technologia i wielowątkowość przesłaniają historie i ich właściwy sens. Zwracają uwagę, że crossmediowe fajerwerki niewiele dodają do opowieści, odgrywając raczej rolę dystraktorów. Odbiorcy po lekturze nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, o czym ta historia tak naprawdę jest, choć pamiętają wybrane obrazy, muzykę i pojedyncze zdarzenia. Trudno nie przyznać im racji – lektura wszystkich tych opowieści jest wciągająca, sprawiają one wiele frajdy zaskakującymi rozwiązaniami, jednak ilość interaktywnych elementów i konieczność szukania ich w czasie odbioru dekoncentruje i odwraca uwagę od sedna historii.

Argumentem sceptyków będzie zapewne najnowszy projekt „NY Timesa” – A Short History of the Highrise, który powstał we współpracy z kanadyjskim National Film Board. Jest to kontynuacja wieloczęściowego projektu Highrise, traktującego o problemach mieszkalnictwa w wysokościowcach. Jego autorka, Katerina Cizek, uważa blok za najpopularniejszy budynek budowany w XX wieku. Wyjątkowość tego interaktywnego dokumentu tkwi w crowdsourcingu – Cizek udaje się dzięki tej strategii znaleźć wyjątkowe, autentyczne historie. Autorka nie ustaje też w poszukiwaniach nowych form opowiadania dokumentalnego, dlatego każda z odsłon jest zupełnie inna.

Czekałam z niecierpliwością na premierę Short History, spodziewając się nowatorskiego dokumentu na miarę najlepszego z dotychczasowych odsłon cyklu, czyli Out My Window, gdzie forma uzupełniała treść, była częścią całej historii. 13 opowieści o mieszkańcach bloków na całym świecie było bardzo ciekawie opakowanych interaktywną formą pozwalającą widzowi na wirtualne zwiedzanie poszczególnych wnętrz. Niestety muszę przyznać rację krytykom całego cyklu Cizek, którzy dostrzegają w kolejnych odsłonach charakter franczyzy, powtarzalność i brak innowacyjności po zachłyśnięciu się pierwszym sukcesem. Niestety w Short History w trzech kilkuminutowych rozdziałach streszczona została cała historia budownictwa wielorodzinnego – od starożytności do dziś. Sama koncepcja narracji rozciągniętej w poziomie i rozbudowanej „w dół”, niczym przypisy w książce, wydaje się ciekawą propozycją poszukiwania formatu. Jednak tempo podawanych informacji nie pozwala odbiorcy na oddech czy chwilę zastanowienia, a elementy interaktywne istotnie pełnią tu funkcję dystraktorów.

Atutem projektu są archiwalne zdjęcia z całego świata, pochodzące z założonego jeszcze w 1905 roku archiwum „New York Timesa” , ulokowanego trzy piętra pod powierzchnią Times Square i pieszczotliwie nazywanego kostnicą. Można dyskutować, czy dodanie do fotografii ruchomych elementów (jak na mój gust zbyt wielu) uczyniło je bardziej atrakcyjnymi. Moim zdaniem odbiera im to autentyczność i – poza nielicznymi wyjątkami – po prostu szpeci. Mam też wrażenie, że to fantastyczne źródło unikalnego materiału zostało wykorzystane powierzchownie. Najciekawsza w tym wszystkim wydaje mi się część crowdsourcingowa, zbudowana ze zdjęć zbieranych w drodze otwartego naboru (i wcale nie dlatego, że jest w niej polski akcent) Your Stories of Life in Highrises to fragment opowieści – jako jedyny pozbawiony ozdobników – jest autentyczny i kameralny: dokument w czystej postaci.

W obliczu lawinowo powstających epickich reportaży i dokumentów interaktywnych, które coraz chętniej realizowane są przez szukające ratunku wydawnictwa i agencje, warto – przynajmniej na chwilę – zapomnieć o sporach i wyciągnąć wnioski. Tak jak zmieniają się potrzeby odbiorcy, tak też zmienia się forma przekazu informacji. Z komputerem, tabletem, smartfonem, a nawet telewizorem podłączonym do sieci trudno obstawać przy tradycyjnej formie wypracowanej przez druk: tekstu ilustrowanego w najlepszym razie kilkoma fotografiami i marnym wideo, pełniącym rolę ruchomego dodatku. Szkoda byłoby wykorzystywać potencjał technologii i internetu jedynie w zakresie obniżania kosztów druku i pozbywania się papieru. Tym bardziej, że koszt realizacji takich dokumentalnych epopei jest astronomiczny i nieporównywalny z literacko-fotograficznym reportażem w tradycyjnej gazecie. Ważnym czynnikiem okazuje się też czas realizacji, który w przypadku takich przedsięwzięć wynosi kilka miesięcy. W kontekście przepowiadanej przyszłości dziennikarstwa trudno zatem mówić o aktualności tematów. Niemniej jednak projekty te są świetnym antidotum na miałkie treści realizowane przez portale informacyjne, kierujące się jedynie myślą o wskaźnikach klikalności. Z drugiej strony, technologia nie powinna dominować, przeszkadzać w opowiadanej historii, ale wzbogacać ją i uzupełniać. Masowa produkcja z pewnością przyczyni się do dalszego spadku ogólnego poziomu, ale z pewnością pomoże w wypracowaniu prostego i przyswajalnego formatu, którego lektura przestanie być uciążliwa, a zacznie być tak naturalna jak czytanie gazety, oglądanie telewizji czy granie w gry komputerowe. Trudno powstrzymać tę rozpędzoną lokomotywę, więc zamiast utyskiwać na technologię i problemy z koncentracją, warto poszukiwać nowych form opowiadania, które te problemy rozwiążą.


Poolecam artykuły na ten temat:

Jess linington, Interactive documentary and the future of journalism, i-doc.org,

Bobbie Johnson, Snow Fall. Because you can, it doesn’t mean you should, „Matter”,

Heather McIntosh, Why did CNN, Al Jazeera and Netflix start documentary units?, „POV Blog”,

Urszula jabłońska, Nowe Kino. Umów się z bohaterem, „Gazeta Wyborcza”,

i mój artykuł w „Obiegu”: Dokument w sferze działań społecznych.

Print Friendly