Na igrzyska: The Sochi Project

Plaża, Adler, Region Soczi, 2011, The Sochi Project / © Rob Hornstra / Flatland Gallery

Sportowa rywalizacja (a dla nas przede wszystkim radość ze złotego medalu Kamila Stocha) przyniosła chwilę wytchnienia od męczących już wieści o milionowych inwestycjach, niedokończonych hotelach, czterech kołach olimpijskich, czy kuriozalnych toaletach uwiecznionych na zdjęciach, które wielokrotnie obiegły internet w ciągu ostatnich miesiący. Na pierwszy rzut oka prezentowany w konkursowej sekcji ostatniego IDFA Doc Lab The Sochi Project reportaż interaktywny z gatunku slow journalism – wyglądał na kolejną wyliczankę niedociągnięć. Jednak jego autorzy, Arnold van Bruggen (pisarz, filmowiec) i Rob Hornstra (fotograf i wydawca), poszli znacznie dalej niż internetowe memy, biorąc sobie do serca słowo slow w nazwie gatunkowej. The Sochi Project realizowali przez 6 lat, począwszy od 2007 roku, kiedy zapadła decyzja o przyznaniu Rosji roli gospodarza najdroższych dotychczas – jak sami podkreślają – Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Do poprzedniego roku regularnie odwiedzali miasto i sąsiadujące z nim kraje, z których większość pogrążona jest w trwających od lat konfliktach zbrojnych. Twórcy zgromadzili imponujący materiał dokumentalny zarówno na temat współczesnych zmian, jak i przeszłych wydarzeń, wzbogacając dyskusje o igrzyskach o szeroki kontekst. Dzięki powtarzającym się wizytom van Buggena i Hornstry możemy obserwować zmiany, jakie zachodzą w krajobrazie miasta i śledzić losy niektórych bohaterów.

Efektem pracy twórców jest monumentalne jak na reportaż dzieło w ośmiu rozdziałach. Trzon całości stanowi tekst autorstwa pierwszego z nich, obejmujący wciągające relacje z kolejnych fragmentów podróży, wyjaśnienia skomplikowanych dziejów regionu, opisy kulisów lokalnej polityki, w końcu wzruszające historie ludzi, których spotykali. Wśród rozmówców znaleźli się wypoczywający na plaży urlopowicze, pracownicy hoteli, przesiedlani mieszkańcy podmokłych terenów, dotychczas uważanych za niczyje, zmuszeni ustąpić miejsca powstającemu kompleksowi olimpijskiemu, w końcu broniący ich lokalni aktywiści. Twórcy spotkali również mieszkańców Abhazji oraz uchodźców z tego kraju rozsianych po Gruzji, a także mieszkańców najbiedniejszego zakątka Rosji, oddzielonej od Soczi pasmem górskim Karaczajo-Czerkiesji, gdzie bezrobocie sięga 50 procent. Ci ostatni nie skorzystają w żaden sposób na bajecznych sumach pompowanych w nową rzeczywistość powstającą niespełna 100 kilometrów od ich wsi. Hornstra i van Bruggen odwiedzili Osetię Północną, Inguszetię, Kabardo-Bałkarię, Dagestan, Czeczenię, starając się zrozumieć burzliwą i skomplikowaną historię Północnego Kaukazu. Region zdiagnozowali jako źródło nękających Rosję ataków terrorystycznych – koszmar organizatorów Olimpiady.

Adler, Region Soczi, 2012, The Sochi Project / © Rob Hornstra / Flatland Gallery

Adler, Region Soczi, 2012, The Sochi Project / © Rob Hornstra / Flatland Gallery
Obiekty olimpijskie, w tym również dwa kryte lodowiska hokejowe w Kompleksie Przybrzeżnym w Soczi zbudowane zostały przez 70 000 robotników, w tym dziesiątki tysięcy pracowników napływowych. Podczas wizyty Putina na początku 2013 roku, stało się jasne że Olimpiada przekroczyła próg 50 miliardów dolarów. „Koszty mogą wzrosnąć w trakcie przygotowań, ale muszą być uzasadnione,” jak cytował prezydenta dziennik „Russia Today.” „ Najważniejsze to upewnić się, że nie doszło do kradzieży, a także że są podstawy prawne dla dodatkowych kosztów,” podkreślił.

Tekst ilustrowany jest dokumentalnymi fotografiami Hornstry. Z jednej strony są to precyzyjnie skomponowane, nieprzypadkowe kadry – takie, o które coraz trudniej w zalewie efektów łatwego pstrykania; z drugiej strony autor proponuje widzowi pełne detalu portrety bohaterów, natomiast tło tych portretów – intensywnie dające znać o sobie wnętrza czy nieobojętne plenery – to integralna część opowieści. Hornstra wykorzystuje też materiały archiwalne: stare fotografie, pocztówki, mapy, a także – w niewielkim stopniu – fragmenty wideo, z których część została zarejestrowana przez niego samego, a część pochodzi z internetu. Nie zabrakło oficjalnych animacji promujących igrzyska oraz budowę infrastruktury sportowej, jak również map pomagających zrozumieć topografię i skomplikowane podziały polityczne. The Sochi Project zachwyca precyzją realizacji – materiał wizualny jest dobrany bardzo ostrożnie, a wprowadzane sporadycznie dygresje nie odrywają od istoty opowieści.

Hamzad Ivloev, Nazran, Inguszetia, 2012, The Sochi Project / © Rob Hornstra / Flatland Gallery

Hamzad Ivloev, Nazran, Inguszetia, 2012, The Sochi Project / © Rob Hornstra / Flatland Gallery
Hamzad Ivloev (44) był policjantem w Karabulaku. Pewnej nocy trafił na pułapkę: granat umieszczony w szkle w taki sposób, że najmniejszy ruch mógł wywołać eksplozję. W tym momencie nadjechał oddział wspierający, więc Hamzad zaczął krzyczeć, żeby koledzy uciekali. Ale nikt nie zareagował. Zdecydował, ze rzuci się na granat. „ Z dzisiejszej perspektywy to było po nic. Poświęciłem się dla bandy tchórzy,” przyznaje gorzko.

Poświęcony historii Soczi rozdział pierwszy rozpoczyna się od znamiennego zdania: „Soczi jest Florydą Rosji, tyle że tańszą.” Tak właśnie – Florydą: subtropikalny klimat sprawia, że miejsce letnich wakacji w zimie pustoszeje. Stąd gwarancja prawdziwego śniegu jaką złożył Władimir Putin na konferencji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Gwatemali w 2007 roku. Na niespełna dwuminutowym nagraniu możemy zobaczyć to wydarzenie na własne oczy. Hornstra i van Bruggen pokazują miasto jako podupadające uzdrowisko, czasy świetności mające dawno za sobą. Mieszkańcy nie liczą, że igrzyska zmienią los zaniedbanych, wielkich sanatoriów, których nie sposób utrzymać bez dotacji zakładów pracy. Budowany od zera kompleks obiektów sportowych porównują do statków kosmicznych, które przypadkiem wylądowały na obrzeżach miasta. Zwracają uwagę na bezprawne przesiedlenia i los marnie opłacanych robotników sprowadzonych ze stepów Azji Środkowej. Van Bruggen z brutalną prostotą pisze, że „nigdy wcześniej Igrzyska Olimpijskie nie odbywały się w okolicy, która kontrastowałaby tak silnie ze splendorem wydarzenia, jak Soczi.” Skrupulatnie wylicza punkty, w których polityka gospodarza wydarzenia – mówiąc oględnie – budzi wątpliwości obrońców praw człowieka. Ostateczne nie są zaskakujące, ale zebrane i syntetycznie opisane robią wrażenie. Nie dla sensacji spędza się godzinę na czytaniu dzieła Holendrów. The Sochi Project to przede wszystkim świetnie opowiedziana historia współczesnych, wyjątkowo skomplikowanych dziejów Północnego Kaukazu, o którym – jak się okazuje – nie wiemy zbyt wiele.


Okładka książki "An Atlas of War and Tourism in the Caucasus" (Aperture, 2013).

Okładka książki „An Atlas of War and Tourism in the Caucasus” (Aperture, 2013).

The Sochi Project towarzyszy szereg wydawnictw: albumów, pocztówek i książek. Można je kupić na stronie projektu (www.thesochiproject.org). Tam też znajdują się informacje o kampanii crowdfundingowej, wspierającej całe przedsięwzięcie, która nadal trwa.


Fotografia u góry:
Plaża, Adler, Region Soczi, 2011, The Sochi Project / © Rob Hornstra / Flatland Gallery
Linia kolejowa z Soczi do Sukhum w Abhazji wije się wzdłuż wybrzeża. Tuż za nią wznoszą się sanatoria Adler. Zwykłe pokoje są relatywnie tanie, co daje się wyraźnie odczuć na plaży pełnej nagich torsów z brzuszkiem, pachnących potem, piwem i wódką, których mlaskanie zagłusza wrzawa pijanych krzykaczy i tandetnej muzyki. Miejscowi nie mają innego wyboru jak tylko dołączyć do gości. Lepiej zarabiający Rosjanie znajdują azyl w fantazyjnych hotelach Soczi albo wybierają Włochy, Turcję czy Tajlandię. Olimpiada być może przyczyni się do podniesienia standardu, co zniechęci tanią turystykę, ale bardziej prawdopodobne, że miasto stanie się po prostu jeszcze droższe, bardziej chaotyczne i zatłoczone.

Print Friendly