Kilka słów o „Miłości”

Miłość, fot. materiały prasowe GutekFilm

Pierwsze, co przychodzi na myśl na dźwięk tytułu filmu Filipa Dzierżawskiego, to stwierdzenie, że autorowi kompletnie zabrakło wyobraźni. Wygląda na to, że Miłość to najczęściej używane słowo w repertuarach polskich kin w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. W przeciwieństwie do pozostałych dwóch przypadków – fabuł Hanekego i Fabickiego, które mieliśmy okazję podziwiać w poprzednim sezonie – Filip Dzierżawski nie miał zbyt wielkiego wyboru. Jego film jest opowieścią o legendarnej grupie yassowej Miłość, skład której tworzyli Tymański, Trzaska, Możdżer (byli jeszcze Olter i Sikała, ale oni nie grają tu pierwszych skrzypiec). Dla mnie historia tej grupy to już właściwie prehistoria, zdążyłam już zapomnieć, że ci trzej – dziś wielcy, sławni i rozchwytywani – mogli się kiedykolwiek spotkać i tworzyć świetny, zgrany zespół.

Nie będę przytaczała szczegółowo dziejów Miłości. Ci, którzy ich nie znają, mogą obejrzeć film Dzierżawskiego (aspekt edukacyjny dokumentów) albo przeczytać jego dowolną recenzję. Interesujące, że krytyka dokumentu odbywa się zawsze w relacji opowiadanej historii z rzeczywistością, a im bardziej znany i emocjonujący jest temat, tym bardziej fakty dominują nad narracją. Skutkiem są recenzje, przypominające hasła encyklopedyczne, będące popisem wiedzy autora lub jego umiejętności wyszukiwania ciekawostek w internecie, właściwą treść filmu spychające na dalszy plan.1

MIłość

Miłość, reż. Filip Dzierżawski, Polska 2013. Fot. materiały prasowe GutekFilm

W skrócie treść filmu jest mniej więcej taka: grupa powstała w 1992 roku i narobiła dużo szumu na polskiej scenie; tworzyły ją silne, ale sprzeczne osobowości, pochodzące z zupełnie innych planet muzycznych, osobowościowych i emocjonalnych; zespół został rozwiązany w 2002 roku po samobójczej śmierci Jacka Oltera, który od lat zmagał się ze schizofrenią. Pretekstem do realizacji filmu był pomysł Tymańskiego na reaktywację Miłości i plan wspólnego koncertu na katowickim OFF Festivalu. Film odtwarza dzieje grupy słowami jej członków, którzy wśród wspomnień i sentymentów nie szczędzą sobie przykrości, co najlepiej oddaje wypowiedź Tymańskiego: „Byliśmy bandą skurwysynów, ale byliśmy przyjaciółmi.” Miłość niewątpliwie musiała być trudnym związkiem, ponieważ Trójkąt Tymon-Trzaska-Możdżer był wybuchową mieszanką nie tylko na scenie, ale i w życiu.

Miłość, reż. Filip Dzierżawski

Miłość, reż. Filip Dzierżawski, Polska 2013. Fot. materiały prasowe GutekFilm

Dla mnie najbardziej interesująca – nie licząc oczywiście fascynujących bohaterów – w filmie Dzierżawskiego była trudna i zaskakująca konstrukcja. Film w dużym stopniu niesie świetna muzyka, która w każdej wątpliwej sytuacji trzyma widza w fotelu. Dodatkowo, dzięki płynnej narracji nie tylko zagorzali miłośnicy yassu, Tymona i reszty nie zaczynają ziewać z nudów. Pierwsza połowa filmu to bogato ilustrowana archiwaliami, sentymentalna wycieczka w głębokie lata 90-te. To jest prawdziwie rock’n’rollowa opowieść. Członkowie zespołu są zadziwiająco szczerzy i otwarcie mówią o wszystkim, co się działo bez względu na to, czy wspomnienia są przyjemne czy nie. Trzaska ukrywa jakąś głęboką zadrę, na myśl o której wykrzywia twarz w grymasie. W pewnym momencie ta klarowna opowieść rozłamuje się, rozpada się i dekonstruuje, sprawiając wrażenie, jakby ostatecznie miała do niczego nie prowadzić. W sali prób robi się duszno – autentycznie miałam ochotę wyjść z kina i zaczerpnąć świeżego powietrza. Na początku wydawało się, że to przez brak materiałów archiwalnych, brak wyobraźni autora. Momentem granicznym są dłuższe niż dotychczas wypowiedzi bohaterów – takie zwyczajne „gadające głowy” wprost do kamery. Każdy z bohaterów opowiada o sobie i tym, co dała mu w jego zawodowym życiu Miłość. Każdy z bohaterów jest teraz osobno, nikt nie mówi już o grupie i przyjaźni. Te wypowiedzi mają one charakter poważnych podsumowań i deklaracji. To są obrazy „setkowe”, nie przeplatane jak wcześniej przebitkami z prób, a przynajmniej stosunek ilościowy został odwrócony: częściej patrzymy na mówiące do nas twarze, niż palce operujące na instrumentach, czy oczy wpatrzone w nuty.

Miłość, reż. Filip Dzierżawski

Miłość, reż. Filip Dzierżawski, Polska 2013. Fot. materiały prasowe GutekFilm

A potem wszystko się rozpada. Nie widzimy już chłopaków grających wspólnie, oglądamy ich w zupełnie „niemuzycznych” sytuacjach i słuchamy, jak obmawiają się. Każdy ma tu komuś coś do zarzucenia. W końcu w Katowicach pojawiają się tylko Tymański i Możdżer. Nie udało się wskrzesić legendy. Ani przyjaźni.


Fotografia u góry: Miłość, reż. Filip Dzierżawski, Polska 2013, materiały prasowe GutekFilm.


1Przypadek Miłości nie jest tu wyjątkowy. Pamiętam premierę Fuck for Forest Michała Marczaka, który to film zgromadził na widowni więcej amatorów skandali i wolnej miłości niż ludzi ciekawych dokumentu jako dzieła. Recenzje FFF nie poświęcały wiele uwagi filmowi, koncentrując się raczej na dziejach i ekscesach grupy, o której opowiadał, jakby sam utwór Marczaka był przezroczysty. W efekcie prawie rok po premierze film w powszechnej świadomości kojarzy się z propagowaniem eko-pornografii, a nie z autorską wypowiedzią z bardzo konkretnym przesłaniem.

Print Friendly