Ile subiektywizmu w dokumencie czyli Łozińskich pojedynek na kamery.

Ojciec i syn w podróży, reż. Marcel Łoziński

Ojciec i syn i Ojciec i syn w podróży, ostatnie produkcje Pawła Łozińskiego i Marcela Łozińskiego, to dyptyk, który – pomimo skrajnych opinii, jakie wzbudza – okazał się niezłym eksperymentem artystycznym i ćwiczeniem z dokumentu. Filmy te powstały w oparciu o ten sam materiał źródłowy – zestawione razem, utwory te pozwalają widzowi uświadomić sobie, na czym polega budowanie wypowiedzi i opowiadania w dokumencie. Jest to również okazja do, by ponownie zapytać o prawdę i obiektywny obraz rzeczywistości, zastanowić się nad znaczeniem określeń dokumentu jako interpretacji rzeczywistości czy wypowiedzi autorskiej. Utwory Łozińskich można oczywiście oglądać osobno, jako dwa samodzielnie funkcjonujące dzieła, niemniej jednak to, co mnie najbardziej w tej sprawie interesuje to wzajemna relacja, w jakiej pozostają – oglądane razem tworzą zupełnie inną jakość niż odbierane osobno. To wzajemne oddziaływanie nie polega na prostej grze typu „znajdź różnice”, ale skłania do poszukiwania elementów świadczących o „odmiennym charakterze pisma” obu twórców, jak ujął to Marcel Łoziński, czyli odmiennych sposobów pokazywania świata i opowiadania historii.

Pierwotnie projekt, którego pomysłodawcą był Paweł, zakładał realizację jednego wspólnego filmu poświęconego skomplikowanej relacji dwóch reżyserów – ojca i syna. Twórcy wybrali się starym Volkswagenem we wspólną podróż z Warszawy, gdzie obaj mieszkają, do Paryża – miejsca urodzin Marcela, a także nie do końca legalnego pochówku jego matki, której prochy spoczęły w parkowej rabatce. Ta wyprawa i izolacja od świata zewnętrznego służyć miały podróży w przeszłość, zgłębianiu skomplikowanej rodzinnej relacji, wzajemnego wpływu na wybory życiowe i artystyczne. Twórcy podejmują wiele trudnych tematów, drążą je bezlitośnie, kłócą się, obrażają, ale w końcu także śmieją, żartują i po prostu wspominają. Wszystko to filmują w tym swoistym pojedynku na kamery. Łozińscy występują tu w trudnych, podwójnych rolach reżyserów i zarazem bohaterów. Jako doświadczeni dokumentaliści podjęli się tej podróży z pełną świadomością medium, jakim się posługują. Z wiedzą, jaką obaj dysponują, być może trudniej jest im się otworzyć, granie, pomijanie pewnych rzeczy i zwykłe kłamstwo wdają się służyć jako proste rozwiązania. Jednak doskonale opanowany warsztat dokumentalny podpowiadał twórcom, że brak szczerości nie przyczyni się do zbudowania dobrej historii.

Zarówno Paweł, jak i Marcel przyznają, że pomysł wspólnej realizacji tak osobistego filmu okazał się fiaskiem. Nie chodzi tu o samą współpracę ojca i syna, ponieważ w przeszłości pracowali razem wielokrotnie. Problemem okazała się konfrontacja z obrazem siebie – wyobrażenie każdego z nich o samym sobie nie pokrywało się z tym, co zobaczyli na ekranie. Każdy z twórców miał zupełnie inną wizję tak siebie jak i całego utworu, każdy z nich chciał opowiedzieć inny film. Paweł wspomina, że w okresie wspólnego montażu nie kłócili się o film, historię, sposób opowiadania, ale o to, jak każdy z nich ma być pokazywany i co chce powiedzieć. W efekcie powstały dwa filmy, a Marcel Łoziński przyznał nawet, że dopiero po fakcie ujrzał oczywistą naiwność pomysłu realizacji wspólnego, osobistego filmu przez dwóch reżyserów.

Filmy Łozińskich łączą pewne podobieństwa, ponieważ oba opierają się na wspólnym szkielecie konstrukcyjnym, wyznaczającym przebieg podróży. Po obejrzeniu wersji Pawła odnosi się wrażenie, że młodszy z Łozińskich od początku wiedział, co chce osiągnąć, zabierając ojca w tą podróż, a także jaką historię pragnie opowiedzieć. Jego Ojciec i syn to próba rozliczenia z przeszłością i teraźniejszością, dążenie do usamodzielnienia się i uwolnienia od silnego wpływu ojca. Paweł wiele zarzuca Marcelowi, jest nieustępliwy w swoich trudnych pytaniach i drążeniu niewygodnych dla obu bohaterów tematów. Sam przyznaje zresztą, że materia dokumentalna wymaga bezlitosnej postawy; mówi, że trzeba „cisnąć człowieka, żeby powiedział to coś” – to co istotne, szczere i prawdziwe, skrywane gdzieś pod powierzchnią codzienności. Młodszy z reżyserów konsekwentnie daje widzowi do zrozumienia, że Ojciec i syn to jego wizja i jego sposób postrzegania rodzinnej relacji. Pokazuje nam tę wspólną podróż jako pojedynek na kamery dwóch dokumentalistów, którzy obiektywy wymierzają w siebie nawzajem. Wyraźnie odczuwalne są różnice pomiędzy momentami, kiedy kamerę trzyma Marcel i tymi, kiedy robi to Paweł. Mamy tu do czynienia z zamkniętym światem, uwaga skupia się na jednym temacie, na relacji. Widz – jak w oko cyklonu – trafia w sam środek tego konfliktu. Ten bardzo wyraźny rys film z pewnością zawdzięcza precyzyjnemu, wyważonemu montażowi Doroty Wardęszkiewicz, która nadała filmowi ostateczny kształt (szkielet obu wersji, a także film Marcela, zostały zmontowane przez Przemka Chruścielewskiego).

Zupełnie inaczej jest w przypadku filmu Ojciec i syn w podróży – wersji ojca, który zdaje się nie zwracać uwagi na to, kto trzyma kamerę i czy w ogóle ktoś ją trzyma, czy ujęcia wynikają z logicznego układu przestrzennego i osobowego. To nie zarzut, ale podkreślenie różnicy pomiędzy tymi dwoma sposobami opowiadania. W filmie Pawła, widząc na ekranie jednego z bohaterów, nigdy nie mamy wątpliwości, że kamerę trzyma drugi z nich, że jeden obserwuje i portretuje drugiego. Zazwyczaj tym patrzącym jest Paweł, bo cały jego film to – w skrócie – wywiad z własnym ojcem. U Marcela natomiast sytuacja wygląda tak, jakby pojawiała się tam trzecia osoba, trzymająca kamerę, obserwująca całą sytuację z zewnątrz. Ten beztroski stosunek do układów przestrzennych przyczynił się do rozluźnienia atmosfery i wykreowania zupełnie innej opowieści. Ojciec i syn w podróży to utwór zdecydowanie bardziej optymistyczny, pean na cześć miłości ojca i syna, którzy – pomimo trudnej przeszłości i częstych kłótni – bardzo się kochają. Można zastanawiać się, czy Marcel Łoziński nie wybiela się czasem, rezygnując z pewnych fragmentów wypowiedzi, ucinając ujęcia, zanim padną trudne słowa, znane nam z wersji Pawła. Może być i tak, że po prostu nie wszystkie te ciężkie rozmowy pasowały do jego opowiadania. W jego wersji widoczny jest Paweł, który we własnym filmie ukrył się za kamerą, boksując nieustannie nieszczęsnego ojca. Starszy reżyser tłumaczy nawet, że jemu tak bardzo nie zależało na filmie, lecz raczej na samej podróży. Podkreśla, że to syn kontrolował sytuację, podczas gdy on skupiał się raczej na rozmowie, co potwierdza się w samych filmach.

Być może jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby te dwa filmy od początku montowane były jako osobne opowieści i przez dwóch różnych montażystów, wtedy jednak mielibyśmy do czynienia z zupełnie innymi filmami. Dzięki temu, że w obu wersjach widoczne są fragmenty identycznych scen, doskonale wyeksponowane zostały szczegóły stanowiące o stylu i charakterze wypowiedzi filmowej. Widać tu wyraźnie, jak istotne decyzje zapadają w montażowni, jak różne historie można opowiedzieć na podstawie tego samego wydarzenia i materiału filmowego. Poważna scena w jednej z wersji przestaje niepokoić w drugiej, pozbawiona jest zaledwie jednego zdania lub słowa; ujęcie ucięte wcześniej lub – przeciwnie – wydłużone o dodatkowe elementy, zmienia swoje znaczenie. Nie chodzi tu o manipulację, ale o zwrócenie uwagi na sposób budowania przekazu audiowizualnego – sprawę niby oczywistą dla odbiorcy XXI wieku, jednak dopiero na takim przykładzie jak dyptyk Łozińskich wyraźnie widoczną. Marcel i Paweł Łozińscy zaproponowali swoje wersje wydarzeń, subiektywne opowieści o swojej relacji. Jak było i jest naprawdę? Tego możemy się tylko domyślać.


Opieram się na wypowiedziach reżyserów ze spotkań z publicznością po pokazach Ojca i syna i Ojca i syna w podróży w warszawskim kinie Muranów 17 i 18 listopada 2013 roku.

Polecam również na ten temat:

Wywiad z Pawłem Łozińskim w Polish Docs,

Marta Syrwid, Czyszczenie okularów, „Dwutygodnik” 103/2013.

 

Zdjęcie u góry: Kadr z filmu Ojciec i syn w podróży, reż. Marcel Łoziński, Polska 2013.

Print Friendly