Ekstaza i zawrót głowy [2]. Raport z Idfa DocLab.

I Love Your Work, Jonathan Harris, USA 2013

DocLab to bezsprzecznie moja ulubiona sekcja. Poświęcona prezentacji wszelkich form sztuki cyfrowej i nowych mediów, skupiona jest na poszukiwaniach w zakresie opowiadania dokumentalnego w dobie interfejsu, jak głosi oficjalny opis. Obok dokumentów interaktywnych prezentowane są tu również instalacje i eksperymenty. Ich urok w tym, że praktycznego zastosowania często trudno się doszukać, ale idzie tu przecież o poszukiwania i inspiracje , a nie utylitarne wykorzystanie. W wielu wypadkach wizyta na pokazach DocLabu skutkuje oszałamiającym wręcz pobudzeniem wyobraźni.

Topograficznie i programowo ulokowana nieco z boku, sekcja ta dla wielu widzów i uczestników festiwalu pozostaje niedostrzegalna. Tymczasem ze swoim własnym konkursem, wystawą, pokazami na żywo, konferencją i kilkoma wydarzeniami dla twórców z projektami na różnym etapie realizacji, w końcu osobna stroną internetową i bazą projektów DocLab to państwo w państwie – mógłby być po prostu osobną, kilkudniową imprezą. Można też spędzić tydzień w Amsterdamie nie wystawiając nosa z Brakke Grond – przestrzeni, gdzie odbywają się wszystkie prezentacje. Trzonem sekcji jest wspomniany już konkurs – Idfa DocLab Competition for Digital Storytelling; w tym roku udział w nim wzięło 15 projektów. Podczas gdy większość prac konkursowych prezentowana jest na ekranach umieszczonych w galerii komputerów i tabletów, niektóre przenoszone są do przestrzeni galerii w formie instalacji. Interaktywność staje się wtedy bardziej urozmaicona, nie sprowadza się do klikania myszką czy operowania klawiaturą, a zbiorowy odbiór utworu, dotychczas oglądanego w pojedynkę, nadaje mu zupełnie nowe znaczenie. Prawdziwym hitem są pokazy na żywo z udziałem autorów, w wielu wypadkach angażujące również publiczność, wyprzedane do ostatniego miejsca.

Mniej fajerwerków, więcej treści

Prezentowane w konkursie prace charakteryzowało skupienie na treści i opowiadaniu. Żadna z nich nie poprzestawała już na wizualnych atrakcjach i interaktywnym interfejsie, co oznacza, że i-doc konstytuuje się jako gatunek i ewoluuje, porzucając rolę interesującego eksperymentu. A może to interaktywność spowszedniała, takie formy nie powodują już wypieków na twarzy tylko dlatego, że są. Wśród projektów konkursowych pojawił się prezentowany już w Lispku Unspeak, a także projekt Vincenta Morriseta Just a reflector, znany z pewnością fanom muzycznej grupy Arcade Fire. Wielu użytkowników najpopularniejszego portalu społecznościowego na pewno spotkało się już z The Faces of Facebook – link do projektu od jakiegoś czasu pojawia się w postach wielu osób, niekoniecznie należących do wąskiego grona entuzjastów nowych mediów.

Spośród prezentowanych projektów wyróżniał się The Sochi Project – internetowy reportaż, należący do tego samego gatunku, co opisywane przeze mnie w artykule o dokumencie interaktywnym i przyszłości dziennikarstwa Hollow i A Short History of the Highrise, które również znalazły się w konkursie (Katerina Cizek – autorka cyklu Highrise była w tym roku również członkinią jury głównego Idfy). Jak wynika z katalogowego opisu, format doczekał się nowej nazwy slow journalism, co nawiązuje zarówno do tempa procesu realizacji (forma ta nie służy do przekazywania informacji bieżących), jak i do samego odbioru dzieła, którego lektura wymaga zatopienia się w historii i poznania szczegółów (w przeciwieństwie do powszechnego dziś skanowania wzrokiem nagłówków i kilku pojedynczych zdań ze środka tekstu). The Sochi Project analizuje rosyjskie przygotowania do zimowej Olimpiady2014 roku, prezentuje pełne rozmachu plany, konfrontując je z rzeczywistością. Pokazuje też ciemną stronę przygotowań do pokojowej imprezy w mieście otoczonym przez obszary naznaczone konfliktami zbrojnymi. Natomiast przewrotny, tragikomiczny dokument Dream Homes Property Consultants udaje stronę internetową eleganckiej agencji pośredniczącej w handlu nieruchomościami. Oferowane przez witrynę mieszkania „w stylu arabskim” to domy po Palestyńczykach wysiedlonych i wywłaszczonych z Zachodniej Jerozolimy w 1948 roku. Za architektonicznym eufemizmem kryją się prawdziwe historie ludzi, które Dream Homes odkrywa przed widzem, budując opowieść w formie labiryntu. Z kolei Burn Out, poświęcony fali samobójstw przetaczającej się przez Francję, stawia diagnozę zbiorowego, społecznego wypalenia. Strukturę opowiadania wyznacza tu elektrokardiogram: falujący wykres przybiera niekiedy formę burzliwego maziaja, w końcu oczom widza ukazuje się prosta linia, która bohaterom wydała się jedynym wyjściem. Samuel Bollendorff i Olivia Colo usiłują dowiedzieć się i pokazać, kim byli ludzie decydujący się na odebranie sobie życia. Z zebranych opowieści wynika, że nie chodzi tylko o pojedyncze przypadki ludzkiej desperacji, rysuje się tu znacznie bardziej pesymistyczny obraz zjawiska.

Nie widać końca ekspansji dokumentu na sąsiednie dziedziny i poszerzania jego granic, o czym przekonuje najnowsza koprodukcja NFB i Arte. Fort McMoney to połączenie dokumentu i gry komputerowej. Widz wciela się tu w rolę detektywa, odkrywającego prawdziwe oblicze kanadyjskiego przemysłu naftowego, odmienne od kreowanego sielankowego obrazka. Bohater-uczestnik porusza się po odtworzonym wirtualnie mieście Fort McMurray – kanadyjskiej petrostolicy; tu prowadzi śledztwo, zbiera informacje i rozmawia z przedstawicielami lokalnej ludności. Materiały wykorzystane w tej doku-grze zostały przygotowane, a najpierw zebrane przez dziennikarzy „Le Monde” i Süddeutsche.de. Fort McMoney ze swoim nowym sposobem zaangażowania widza z pewnością zasługuje na gruntowną analizę w osobnym artykule. Trudno pominąć też 17000 Islands – interaktywny dokument powstający w oparciu o strategię crowdsourcingu, w którym filmy realizowane przez widzów mają prowokować do dialogu na temat indonezyjskiej historii. Twórcy projektu – Thomas Østbye i Edwin (znany polskiej publiczności jako reżyser filmu Pocztówki z Zoo), zrealizowali film na temat wesołego miasteczka z lat 70., służącego jako narzędzie ówczesnej propagandy. Główna strona projektu została zaaranżowana w formę mozaiki wysp, składających się na mapę Indonezji, a w każdej z nich umieszczona została scena z ich utworu. Narracja zaproponowana przez twórców ulega stopniowej dekonstrukcji – zostaje nadpisana przez kolejne fragmenty, będące efektem nieustającego remixu dokonywanego przez widzów.

And the winner is…

Główną nagrodę przyznano Johnatanowi Harrisowi za I Love Your Work – dokument, relacjonujący dzień z życia dziewięciu kobiet pracujących w przemyśle lesbijskiej pornografii. Pionier twórczości internetowej, autor takich projektów jak Cowbird czy Today, spędził z każdą ze swoich bohaterek około doby, towarzysząc im w domu, w drodze do pracy, podczas sesji zdjęciowych, czy w trakcie wizyty z psem u weterynarza. Z przyjacielskim, aczkolwiek badawczym podejściem autor pokazuje nam życie tych kobiet i światy, w których żyją. Materiał był rejestrowany niekonwencjonalną metodą – kamera była włączana na 10 sekund co 5 minut, co miało odpowiadać średniej długości porno-teaserów. Zarejestrowane skrawki zwyczajnej codzienności tworzą tu intensywną całość. Podczas prezentacji I Love Your Work Harris tłumaczył, że swój projekt zrealizował zainspirowany rolą, jaką pornografia odgrywa w kulturze wizualnej i jaką odegrała w rozwoju internetu, technologii streamingu, kompresji i kodeków wideo. W opozycji do powszechnego, nieograniczonego dostępu do treści pornograficznych I Love Your Work może obejrzeć tylko 10 osób dziennie po uprzednim zapisaniu się na konkretny termin i dokonaniu opłaty w wysokości 10 dolarów. Efekt okazał się zaskakujący dla samego twórcy. Pozbawieni swobodnego dostępu widzowie spędzają na oglądaniu projektu znacznie więcej czasu niż to konieczne, poświęcając mu niekiedy długie godziny. Harris umiejętnie gra tutaj z kategoriami egalitarności i elitarności, pokazując mechanizmy odbioru tego, co powszechnie dostępne i tego, co trudno dostępne.

Na koniec chciałam jeszcze wspomnieć o realizacji spoza konkursu, której chętnie przyznałabym główną nagrodę. #Alleman powstał w hołdzie dla holenderskiego dokumentalisty Berta Hanstry i jego filmu Alleman z 1963 roku, uznawanego dotychczas za najbardziej popularny holenderski film dokumentalny wszech czasów. Bert Hana (tak, panowie bardzo podobnie się nazywają) portretuje Holandię w podobny sposób, wykorzystując zdjęcia zwyczajnych ludzi przy ich codziennych czynnościach. Współczesna wersja różni się jednak od wcześniejszej tym, że Hana skorzystał z istniejących już obrazów, dostępnych na Google Street View. Widzowie Idfy mieli szansę obejrzeć efekt trzech lat jego pracy – zbiór imponującego archiwum obrazów holenderskiej codzienności: koszenia trawników, rodzinnych pikników, spacerów, zbuntowanej młodzieży i krajobrazów płaskich pól. #Alleman to dokumentalny performance – miksowany na żywo obraz, uzupełniony muzyką live i ironicznym, niezwykle dowcipnym tekstem narratora w osobie samego twórcy projektu. Hana usiłuje dociec, co się zmieniło przez te 50 lat i czy rozwój technologii wzbogacił holenderskie społeczeństwo.


O zwariowanej instalacji Emotional Arcade, również prezentowanej na DocLabie, pisałam w „Obiegu”. Tutaj można ją obejrzeć.

Fot. u góry: Kadr z I Love Your Work, Jonathan Harris, USA 2013, źródło: Idfa

Print Friendly