DOK Leipzig na tropie współczesnego dokumentu

DOK Leipzig - motyw z plakatu, copyright: DOK Leipzig.

Wiele starych festiwali filmowych wydaje się borykać z pewnym rozerwaniem pomiędzy nobliwą tradycją a koniecznością nadążania za coraz ostrzejszą konkurencją. Ich twórcy z nostalgią spoglądają wstecz – w czasy, kiedy ich impreza była wiodącą, kiedy formuła była innowacyjna, a entuzjaści nie mieli aż takiego wyboru innych okazji, by obejrzeć dobry film. Mam wrażenie, że to zjawisko zupełnie nie ima się lipskiego festiwalu, którego organizatorzy zdają się trzymać rękę na pulsie współczesnego dokumentalizmu. Zmiany w strukturze imprezy oraz poszerzanie jej obszaru zainteresowań programowych odzwierciedlają zjawiska zachodzące w światowym filmie dokumentalnym. Na tych zabiegach zyskują nie tylko twórcy i branża filmowa, ale przede wszystkim festiwalowa publiczność, która wybiera tytuły z całkiem niezłego programu. Nie spodziewałam się wielkich odkryć po wizycie w Lipsku, jednak festiwal oferował coś zupełnie innego: współczesny dokumentalizm w pigułce.

Opisać całość zróżnicowanego i bogatego programu DOK Leipzig nie sposób, z resztą nie taki jest mój cel. Zajmę się tymi elementami, które się wyróżniały. Nawet najważniejsze światowe wydarzenia obecne w filmach prezentowanych w Lipsku pokazywane były przez pryzmat jednostki i jej doświadczenia. Festiwal otworzył obraz poszukujący przyczyn kryzysu ekonomicznego, jednak jak na tą tematykę Master of the Universe to wyjątkowo kameralny obraz, pozbawiony mozaiki wywiadów z ekspertami i animowanej infografiki. Narracja skupia się tu na wywiadzie z jednym tylko bohaterem, wykonanym w przestrzeniach pustego biurowca. W konkursie Niemieckich Filmów Pełnometrażowych zaprezentowany został dokument emocjonujący niczym thriller – Art War pokazuje egipskie wydarzenia ostatnich lat jako uliczną walkę na murale. Krótkometrażowy Everyday, Everyday to wiedopamiętnik Syryjki Kel Yaum, ukrywającej się wraz z rodziną w trakcie trwającej obecnie wojny. Podczas gdy zamknięci w mieszkaniu autorka i jej rozmówcy opowiadają o strachu i tęsknocie za normalnym życiem, w tle słychać strzały i wybuchy bomb. Ciarki na plecach wywoływało natomiast zestawienie dwóch filmów: z jednej strony Eugenic Minds – utwór wykorzystujący różne techniki od found footage po animację i przedstawiający historię idei selektywnego ulepszania gatunku ludzkiego; z drugiej – holenderski DNA Dreams, sugerujący, że w Chinach mówi się o tym zupełnie serio. Ten ostatni tytuł pokazywał pracę młodych naukowców, poszukujących związków inteligencji i DNA. W kontekście polityki jednego dziecka od razu nasuwają się pytania o możliwości zaprogramowania idealnego potomstwa.

Z historii prowincjonalnych urzekał Lost Horizon – opowieść o boliwijskim micie utraconego wybrzeża, kultywowanym przez administrację państwową tak w świętach narodowych jak i przez założenie oddziału marynarki wojennej, trenującej tymczasowo na jeziorze Titicaca. Hilton – Here for Life! natomiast był zbiorowym portretem mieszkańców bloku socjalnego na obrzeżach Helsinek, zwanego ironicznie Hiltonem i stanowiącego równocześnie symbol społecznej zsyłki. Wniosek nasuwał się jeden: kto tu trafi, nie wydostanie się tak łatwo. Wśród historii kameralnych silna była polska reprezentacja z nagrodzoną Joanną Anety Kopacz na czele, Deep Love, Dziennikiem z podróży Piotra Stasika, czy birmańską historią o próbie zmiany własnego losu Kiedy będę ptakiem. Rosjanka Lidya Sheynina w krótkometrażowym filmie Mama w uroczy sposób pokazała zamianę ról w swojej rodzinie. Matka reżyserki stała się opiekunką własnej, zniedołężniałej matki. Ta z kolei z powodu demencji i zaników pamięci zamieniła się w wielkie, nieporadne dziecko.

W programie znalazła się również grupa filmów, będących efektem intensywnych poszukiwań formalnych. Wśród nich pokazano m.in. Caracas – świetną analizę depresji, w której rodzina i bliscy reżysera wprost do kamery opowiadają o swoich obserwacjach, odczuciach i przebiegu jego choroby. Interesujące były też eksperymentalne filmy: fiński Emergency Calls, zestawiający nagrania dźwiękowe z dyspozytorni centrum połączeń alarmowych z kosmicznymi zdjęciami ziemi, zniekształconymi ekranami radarów czy przemieszczających się chmur, a także eksperymentalny Into the Innards – według katalogu najbardziej zabawny film festiwalu, humorystyczna wersja Alicji w Krainie Czarów, w której bohaterka zamiast królika spotyka kozicę i udaje się w szaloną wycieczkę po Alpach.

Co prawda DOK Leipzig powstał jako przegląd filmów dokumentalnych (1. Ogólnoniemiecki Lipski Tydzień Filmu Dokumentalnego), to od lat 90. istotną częścią programu jest konkurs animacji. Od kilku już lat festiwal konsekwentnie promuje też gatunek dokumentu animowanego – Animadok, jeszcze niedawno uważanego za nieprawdopodobny, wewnętrznie sprzeczny i niemożliwy, dla którego w tym roku przeznaczono osobną nagrodę. Przez to poszukiwanie związków pomiędzy odmiennymi mediami lipski festiwal zdaje się zacierać granice w sposób podobny do tego, jaki obserwujemy w obszarze całego dokumentalizmu, gatunku nieustannie poszukującego nowych form i sposobów wyrazu. Stąd już tylko krok do sekcji Crossmedia Screenings, poświęconej projektom nielinearnym i interaktywnym. W jej ramach pokazano m.in. kanadyjski dokument interaktywny Journal of Insomnia (wyprodukowany oczywiście przez NFB), badający doświadczenia osób cierpiących na bezsenność. Osobiście nie jestem fanką tego projektu, który wzbudza we mnie niepokój i przerażenie, zamiast obiecywanego przez twórców poczucia bezpieczeństwa. Moją uwagę zwrócił natomiast fakt kolektywnej reżyserii, w której brały udział cztery osoby. Interesujący był również przypadek holenderskiego Unspeak – partycypacyjny projekt, wizualizujący manipulację za pomocą języka, w części filmowej realizowany w technice found footage. Tu pojawiła się nurtująca wszystkich kwestia praw autorskich i związanych z nimi kosztami. Okazuje się, że twórcy Unspeak czerpią materiał z internetu bez pytania kogokolwiek o zgodę, wychodząc z założenia, że oddają go do sieci z powrotem. Beztroski sen kultury remiksu – pytanie, jak długo potrwa, jeśli wszyscy chętni pójdą w ślady pionierów.

Na koniec warto podkreślić, że lipski festiwal, dzięki utworzonej przed kilku laty sekcji DOK Industry, cieszy się dużym zainteresowaniem wśród przedstawicieli branży filmowej i telewizyjnej, którzy odwiedzają Lipsk dla licznych, specjalnie dla nich zorganizowanych spotkań i debat. Atutem DOK Leipzig jest jego skala – jako niewielki festiwal daje szansę na łatwiejsze nawiązanie kontaktów i sprawniejsze załatwienie zawodowych interesów w opozycji do dużych wydarzeń branżowych, gdzie główną przeszkodą jest wyścig z czasem. Sami organizatorzy starają się stworzyć przyjazną atmosferę sprzyjającą zarówno kontaktom zawodowym, jak i interakcji publiczności, zachęcając uczestników do aktywnego udziału w wydarzeniach.


56. Międzynarodowy Lipski festiwal Filmów Dokumentalnych i Animowanych DOK Leipzig, Lipsk 28 października – 3 Listopada 2013

Obrazek u góry: motyw z plakatu tegorocznego DOK Leipzig

Print Friendly