Co to jest dokument interaktywny i czym się różni i-doc od webdoka?

Miałam pisać o czymś zupełnie innym, ale właśnie zorientowałam się, że od kilku miesięcy średnio raz na tydzień tłumaczę, co to jest dokument interaktywny. Najwyższa pora na kilka definicji, tym bardziej, że zróżnicowana terminologia coraz częściej wprowadza w zakłopotanie.

Dokument interaktywny to – najszerzej mówiąc – forma zakładająca aktywność widza w odczytywaniu opowiadanej, niefikcjonalnej historii. Wykorzystuje technologię cyfrową jako narzędzie budowania opowiadania niefikcjonalnego, platformę dystrybucji oraz komunikacji z widzem. Forma ta reaguje na zmiany nawyków i zachowań nowoczesnej widowni, wyposażonej w smartfony, tablety i komputery, przyzwyczajonej do nieustannego klikania, bezpośredniego reagowania na odbierane treści, a także dzielenia się własnymi doświadczeniami i spostrzeżeniami poprzez publikację zdjęć czy nagrań wideo.

Pamiętacie eksperyment z kinem interaktywnym, jakim raczyła nas telewizja publiczna w latach 90-tych? Co tydzień emitowany był kolejny odcinek serialu o niezbyt skomplikowanej fabule, każdy z epizodów kończył się pytaniem o dalszy ciąg historii, np. „Czy on ją pocałuje czy nie?” Widzowie mieli decydować o dalszym ciągu przez głosowanie, wykręcając jeden z dwóch numerów telefonu, zaczynających się od 0-700-, z których pierwszy przypisany był odpowiedzi „tak”, a drugi – odpowiedzi „nie”. W następnym tygodniu mogliśmy poznać wyniki głosowania i obejrzeć dalszy ciąg historii. Interaktywność w dokumencie polega na czymś zupełnie innym. Tutaj nikt nie prosi o kierowanie czyimś życiem. Chodzi tu o indywidualne doświadczanie poprzez dokonywanie samodzielnych wyborów. Najprostsza forma interaktywności to po prostu kliknięcie na link – decyzja o obejrzeniu danego dokumentu, wybór bohaterów, których losy widz chce poznać, albo kolejność poznawania historii. Twórcy idą jednak znacznie dalej, zachęcając widzów do partycypacji poprzez komentowanie, dyskutowanie, dzielenie się zdjęciami. W wielu wypadkach odbiorcy mają możliwość udziału w procesie twórczym. Niedawno pisałam też o grze dokumentalnej, w której zaangażowanie widza to już pełna immersja (śledzę teraz na Facebooku posty grupki znajomych, którzy autentycznie wsiąkli w tę grę).

Jedną z podstawowych cech dokumentu interaktywnego jest nielinearna narracja. Wynika to z jednej strony z możliwości, jakie dają nam komputer i internet, a z drugiej wiąże się z ogromną ilością materiału, jaką współcześnie rejestruje się na potrzeby dokumentu. Szkoda tych setek czy tysięcy godzin, z których w kinowym czy telewizyjnym filmie zostanie wykorzystanych tylko 50 czy 80 minut. Dokument interaktywny pozwala rozszerzyć narrację, wprowadzić więcej punktów widzenia, stanowisk. W ten sposób przestaje być wypowiedzią jednego autora, stając się swego rodzaju wielogłosem. Oczywiście autor nie przestaje mieć kontroli nad swoim dziełem, zmienia się tylko jego rola – z reżysera staje się raczej kuratorem, moderatorem treści. To nadal od niego zależy, na jaką ingerencję w opowiadanie pozwoli odbiorcom, o jakie materiały ich poprosi i które ostatecznie wykorzysta. Bierny widz natomiast staje się aktywnym odbiorcą, a nawet współtwórcą.

Internet pozawala na komunikację i interakcję z innymi uczestnikami, a także z samymi twórcami. Dokument interaktywny bardzo ułatwia wykorzystanie w ramach jednego utworu zróżnicowanych mediów (wideo, fotografia, tekst, grafika etc.), technologii (np. geolokalizacja, połączenia telefoniczne, aplikacje na urządzenia mobilne), umożliwia też wykorzystywanie treści zależnych, pochodzących z innych stron internetowych (np. mapy Google, zdjęcia z Instagramu, czy filmy z Vimeo). Równocześnie wykorzystuje wiele różnych platform – jedno opowiadanie może równocześnie funkcjonować w wersji internetowej na komputer i tablet, jako aplikacja na telefon, instalacja interaktywna w przestrzeni galerii, gra miejska, książka itd. – możliwości są nieograniczone. Może to być ta sama opowieść, dostosowana po prostu do każdego z mediów i właściwych im technologii. W takim wypadku mamy do czynienia z synergią pomiędzy poszczególnymi wersjami tego samego opowiadania (tzw. crossmedia). Takie zabiegi służą dotarciu do jak największej liczby odbiorców. Inaczej jest w sytuacji, kiedy każda z platform zapewnia odmiennego rodzaju doświadczenie lub prezentuje fragment większej historii. Różniące się między sobą wersje przeznaczone na różne media są wtedy uzupełniającymi się elementami jednej układanki. Poznanie całej historii wymaga odczytania jej przez każde zaproponowane przez twórców medium (tzw. transmedia).

Terminologia rozróżnia istnienie dwóch form – webdoka i i-doka, choć różnica między nimi jest minimalna. Webdok (z angielskiego webdoc czyli web documentary) to opowiadanie dokumentalne umieszczone na stronie internetowej, wykorzystujące internet przede wszystkim jako platformę dystrybucyjną, ale wykorzystującą również jego możliwości sieciowe i komunikacyjne. I-doc natomiast (od interactive documentary) kładzie nacisk na zaangażowanie widza i współczesną technologię cyfrową jako narzędzie budowania opowiadania. Wydaje mi się, że rozdrabnianie nazewnictwa i rozróżnianie, który utwór miałby być i-dokiem, a który webdokiem, niczego nowego – poza chaosem– nie wniesie. Większość utworów ostatecznie zostanie zaliczona do obu tych zbiorów, a przecież cała przyjemność polega na poznawaniu interesujących historii, a nie na ich klasyfikowaniu.

Przykłady najciekawszych dokumentów interaktywnych:

Alma – a Tale of Violence
Out my Window
Bear 71
Fort McMoney
Netwars / out of CTRL
I Love your work
Hidden Wounds
Hollow
Dream Homes Property Consultants
17000 Islands

I jeszcze kilka moich wcześniejszych wpisów na temat poszczególnych dokumentów interaktywnych i różnych zjawisk wokół nich:

Witaj rzeczywistości! O rosyjskim projekcie Realnost’
Ewolucja filmowego dokumentu
Ekstaza i zawrót głowy [2]
Na igrzyska: The Sochi Project
Gra dokumentalna – nowy format czy kolejny oksymoron?
Na obrzeżach: dokument interaktywny i przyszłość dziennikarstwa
Nowy wymiar dokumentu przyrodniczego: Bear 71

Print Friendly